niedziela, 6 grudnia 2009

Stambuł, cudowny Stambuł.


Stambuł. Miasto które zachwyca, uzależnia, wkurza i przeraża. Wszystko w jednym. Mix wszystkiego co możesz w Turcji spotkać. I tego dobrego, i tego najgorszego. Będąc w Turcji ominąć Stambuł to grzech. Zwiedzić tylko "obowiązkowe" miejsca to strata. Bo do Stambułu wracać można zawsze i zawsze zobaczy się coś nowego.
Moje pierwsze spotkanie ze Stambułem nie było najlepsze. Deszcz, i zimno - ewidentnie marzec to nienajlepszy miesiąc na rozpoczęcie tego romansu... Tak więc Stambuł po pierwszej "randce" kojarzyłam tylko z jedną z najlepszych imprez w moim życiu (na Taksim oczywiście), mnóstwem żółtych taksówek, tłumem ludzi, zagubionym kolegą. Stambuł był wtedy "tylko" ok. 
Czasem jednak miłość przychodzi niespodziewanie - nie zawsze bowiem jest miłością od pierwszego wejrzenia... Tak też było i w tym przypadku... Drugie spotkanie miało miejsce na początku maja - słońce, tłumy na ulicach, błękitne morze... Tak - już wtedy zaczęło się zauroczenie... 3 bardzo intensywne dni (jak zawsze w Stambule) - wszystkie "obowiązkowe" miejsca zwiedzone po raz drugi, ale zupełnie z innej perspektywy, z innym wyrazem twarzy. Wszystko wyglądało inaczej. Wtedy już Stambuł był rewelacyjny, był cudowny...
Pożegnanie było krótkie, ale równie miłe- trwało zaledwie jeden dzień. Ostatnie zakupy, ostatnie spojrzenie na Stare Miasto. Nie sądziłam wtedy, że tak szybko tam wróce. Bo po 4 miesiącach wróciłam - na moment tylko - bo wylądowałam w Stambule, potem zaś szybko chciałam złapać autobus do Ankary.
Kolejny powrót, który miał miejsce tydzień temu pokazał mi, że do Stambułu można i powinno się wracać. Bo w czasie jednego dnia, tygodnia, miesiąca nie pozna się tego miasta. A poznać lepiej warto.  Po zaliczeniu wszystkiego co "You have to see" pojechaliśmy na jedno ze stambulskich wzgórz, skąd rozpościerała się panorama na Złoty Róg. A wjeżdżając na górę specjalną kolejką (która przypominała te nasze górskie) mogliśmy poobserwować cmentarz. Kolejnego dnia korzystaliśmy z cudownej pogody i braku ludzi na ulicy (w tym czasie był pierwszy dzień Bayramu) - spacerowaliśmy więc po azjatyckiej stronie Stambułu, gdzie atmosfera - mimo zbliżającego sie grudnia - była taka jak w nadmroskich, letnich kurortach... Wszystko tu było takie spokojne, ciche... Herbata wypita nad Bosforem ma wyjątkowy smak.  
Tak - taki Stambuł kocham. Zresztą - spójrzcie na zdjęcia. I jak tu się nie zakochać?

Patriotycznie.
Niewiarygodne pustki na ulicach w czasie pierwszego dnia Bayramu.
To w przypadku Stambułu nie jest tłok.
Czas na przerwe. Czas na cay.
A może na małże?
Że im sie chce układać te owoce.
Mieć łódke...
Porozmawiamy?
Bez Photoshopa.
Nostalgicznie.
Ptaki.
I nic mówić nie trzeba więcej.
Bosfor i filiżanka herbaty. 
Nie mogłam się zdecydować... :)
To trzeba zobaczyć...
. . .

3 komentarze:

  1. Pięknie!!! Ach... jeszcze mnie tam nie było:(

    OdpowiedzUsuń
  2. jedź koniecznie - moze złapiesz jeszcze troche słońca!!! :)

    OdpowiedzUsuń