












Ewidentnie - ostatnie miesiące mogę uznać za "zasiedziałe" - większość czasu spędzam w Ankarze. Wynika to z charakteru mojej pracy, w której muszę być każdego dnia od poniedziałku do piątku - między 9 a 18. A w weekendy... cóż - po całym tygodniu pracy odpoczywam, staram się zabrać za magisterkę, spotykam się ze znajomymi - i gotuje nawet czasem!
Może jednak czas opisać to, co tutaj właściwie robię.
Human Rights Agenda Association (HRAA) znalazłam przez Internet - po wymianie e-maili, zgodzili się mnie przyjąć, wysłali mi rekomendację, których potrzebowałam starając się o wizę. W tym liście zaś moja praca wyglądała na bardzo poważną - uczestnictwo w przygotowywaniu wniosków do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, kontakt z organizacjami partnerskimi etc. Myślałam więc, że nauczę się wiele.
Jakże się rozczarowałam, gdy przyjechałam, a oni kazali mi najpierw przeczytać wszystkie artykuły, które znajdują się na stronie, a dotyczą praw człowieka! Przez kilka dni siedziałam przez 8 godzin dziennie i czytałam, czytałam, czytałam.
Potem było spotkanie z Orhanem Kemalem, który uświadomił mnie, że tak naprawdę to oni nie mają żadnego pomysłu na moja pracę tutaj, oprócz tego, że mam napisać artykuł na dowolnie wybrany temat, związany z prawami człowieka w Turcji. A propozycja tego co mogę jeszcze zrobić miała wyjść ode mnie. Tak więc wymyśliłam - i temat artykułu - prawa polityczne kobiet w Turcji i w Polsce. Zaś co do zadania... to za cel postanowiłam sobie znalezienie organizacji z Rosji, Polski, albo Armenii, która zechciałaby współpracować z HRAA. Ambitnie więc.
I tak od ponad dwóch miesięcy siedzę w biurze po kilka godzin dziennie. I pisze, czytam, wysyłam e-maile. Czy coś mi dadzą te praktyki? Może konkretnych umiejętności nie za dużo, ale nie żałuje, bo:
Nikt wśród moich znajomych nie był na praktykach Erasmusa - nie wiem więc jak to wygląda w innych firmach, krajach etc. Nie chce też powiedziedź, że załuje przyjazdu - mimo wszystko są to fajne miesiące i nowe doświadczenia. To po prostu HRAA.
A na koniec już - żeby rozpogodzić trochę to grudniowe popołudnie - zdjęcia z pierwszego dnia wiosny, który spędziłam nad Morzem Czarnym.