środa, 10 lutego 2010

Post-Erasmus depression


1 lutego ok. godziny 22 skończyłam swoją przygodę z Turcją. Jako Erasmus na pewno tam już nie wrócę. Spakować się było trudno. 20 kg bagażu głównego i o wiele więcej niż dozwolono - bagażu podręcznego. Czy można jakoś zważyć i policzyć te wszystkie wrażenia i przygody, które zostają mi w głowie po tych czterech miesiącach? A co z ludźmi, których tam poznałam?

Wystarczyło 7 godzin abym wróciła do Polski. W przypadku Erasmusa powrót to nie tylko kilka symbolicznych godzin spędzonych w autobusie/samolocie/pociągu. To dla wielu temat, o którym myślą będąc jeszcze "przed" Erasmusem. Gdy jest się na stypendium tego rodzaju myśli stara się zepchnąć w najciemniejszą część umysłu. Ale co zrobić, gdy na facebook-u zaczyna się dostawać zaproszenia w stylu "Goodbye party"? Trzeba stanąć oko w oko z brutalną rzeczywistością - Erasmus się kończy - czas wracać do domu...

Ludzie jadą na kilka miesięcy w całkowicie obce - początkowo- miejsce. Żyją z całkowicie obcymi - początkowo - ludźmi. Czasami w kraju, gdzie języka nie znają, a rdzenni mieszkańcy nie zawsze potrafią posługiwać się językiem angielskim. Ale wystarczy kilka tygodni, aby to co było obce, stało się swoje.

Nieznajome miasto staje się swoim miastem. Mieszkanie/pokój w akademiku staje się nowym domem. Ludzie, którzy na początku byli obcy stają się nową rodziną. Czasami pojawia się miłość. A język? Wystarczy chwila by nauczyć się - nawet w tak orginalnym języku jak turecki - pytać się o cenę i liczb - to na wypadek gdy podadzą w rodzimym języku cenę piwa.

I jak po tym wszystkim wrócić do domu? Do pracy, na uczelnie? Jak pożegnać się z tymi, których polubiliśmy, a mieszkają tysiące kilometrów od nas? Jak pogodzić się z tym, że czas szalonych erasmusowych imprez się skończył? Jak powiedzieć "stop" podróżowaniu z taką częstotliwością jak na Erasmusie?

Dużo się mówi o post-erasmusowej depresji. Kiedyś na zajęciach mówiliśmy o "syndormie Odyseusza" - osoby, które wracają czują się rozdwojone - rzeczywistość, do której wracają nie jest tą rzeczywistością, która znali. Ludzie też tacy sami nie są. Zresztą - wracający też jest inny! Trzeba nauczyć się żyć na nowo. Ale jak? Jak?

Erasmusem byłam dwukrotnie. Czas na podsumowanie.

Pierwszy szok przeżyłam na lotnisku w Zurichu - związany oczywiście był z niską temperaturą - gdy wylatywałam w Stambule było ok. +15 stopni! A w Zurichu? -5 i śnieżyca taka, że zamknęli lotnisko na 2 godziny! To już mi się nie podobało. Chciałam wracać. Do Stambułu. Do Ankary. Do mieszkania na Cankaya

Po powrocie do domu nie jest łatwo. Wracamy do świata, który nie jest dla nas już taki sam jak przed wyjazdem. Niby wracamy do tego samego - swojego domu, do tego samego - swojego łóżka. Ale przez kilka miesięcy mieliśmy DRUGI dom, DRUGIE łóżko. Stwierdzenia "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej" zaczynają budzić w nas wątpliwości. A pytania najbliższych - "No powiedz - gdzie lepiej - tu, czy tam?" - powodują mętlik w głowie - i tylko jedną odpowiedź - "Jest inaczej..."

Spotykamy się ze swoimi starymi przyjaciółmi. Bliższymi i dalszymi znajomymi. Każdy się pyta - "jak było?" Ale jak opowiedziedź o tym wszystkim w kilku zdaniach? Bo dłużej to pewnie nikt nie będzie chciał słuchać - w końcu ile można słuchać na temat miejsca, w którym się nie było, czy o ludziach, których się nie zna? Poza tym - ile razy można mówić, że było super? Że krótko?

A my sami? No cóż - normalne życie często różni się od tego erasmusowego. Nie ma już stypendium z uczelni, które pokrywało choć część kosztów. Nie ma imprez erasmusowych praktycznie na każde zawołanie. Ludzie tu żyją normalnym - dla byłego już Erasmusa - nudnym życiem. Praca, studia. A czasu na zabawę brak. Magisterka, licencjat. Dzień jak co dzień. I jak wrócić do czegoś takiego po cudownych erasmusowych miesiącach?


  • Jeśli jeszcze nie masz dość zagranicznych wojaży zaraz po powrocie zacznij myśleć o kolejnym wyjeździe. To pozwoli Ci przetrzymać najgorsze pierwsze tygodnie. Mi pomogło. Według mnie to najlepsza recepta dla tych, którzy tak bardzo tęsknią. Nie koncentrujesz się tak bardzo na tym co było, a raczej na tym co będzie. A słowa o kolejnej wielkiej przygodzie zaczynają naprawdę się sprawdzać! Jasne - gdy wpadną w ręce zdjęcia uśmiechniętych ludzi na złocistych plażach, żal wraca...
  • Pomagaj! Nowym Erasmusom. Mentor to całkiem fajna sprawa. Można poznać wielu ciekawych ludzi, nie stracić kontaktu z językiem. ESN działa! Taki prosty sposób na powrót do erasmusowej rzeczywistości. Pomożesz i sobie i innym.
  • Baw się! Zaaktywizuj swoich znajomych! Wiem z doświadczenia, że bycie organizatorem nie jest zawsze fajne, ale może dzięki temu zabawowy niedosyt Waszych znajomych wyjdzie na wierzch!
  • Zajmij się czymś! Znajdź staż, pracę, wolontariat. Możliwości jest wiele. Wystarczy dobrze poszukać.
  • Skype, facebook, maile - używajcie tego! Utrzymanie kontaktu ze swoimi erasmusowymi znajomymi może wydawać się trudne, ale warte zachodu!
  • Tanie linie! Szukajcie promocji i latajcie odwiedzić swoich znajomych! Europa nie jest taka duża!

8 miesięcy w Turcji póki co mi wystarczy. Jestem nasycona. Wróciłam bardziej świadoma. Swoich możliwości. Zalet i wad Polski. Zalet i wad Turcji. Erasmus już tak mnie nie bawi.

Depresji nie mam. Cieszę się, że wróciłam.

Dorosłam?


I na koniec zamiast zdjęć - piosenka -Mor ve Otesi - Daha Mutlu Olamam czyli "Nie mogłam/mogłem być szczęśliwa/szczęśliwy".


P.S. Dla zainteresowanych - przygoda z Turcją się skończyła, ale blog póki co nie :)

4 komentarze:

  1. no i dobrze - że blog nie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Post-Erasmus Stress Disorder?
    Fajnie, że nie masz depresji i fajnie, że blog przetrwa:)

    OdpowiedzUsuń
  3. witam... jestem pod bardzo wielkim wrazeniem Twojego blogu.. mam nadzieje ze szybko sie nie szkonczy.. trafilam tu przypadkowo bo szukalam informacji o mozliwosci odbycia praktyk w Turcji ! obecnie jestem po pierszym semetrze mojego erasmusa oczywiscie w Turcji! moge Ci powiedziec ze zakochalam sie w tym kraju.. uwielbiam wszystko! a czytajac Twoje wpisy to tak jakbym czytala moje wspomnienia :)
    jestem na ostatnim roku studiow.. poczatkowo wyjechalam na semestr.. ale tak sie zafascynowalam ze postanowilam zostac na drugi semestr. 4 marca 2010 roku znowu bede w Turcji! a teraz nawet szukam informacji jak moge odbyc staz badz praktyke po erasmusie.. jezeli chcialabys udzielić mi wskazowek, informacji bylabym wdzieczna! foksik6@tlen.pl
    pozdrawiam.. i zycze powodzenia!Dorota

    OdpowiedzUsuń
  4. tak - Turcja wciąga - ani ja, ani Ty nie jesteśmy odosobnionymi przypadkami :)

    mi póki co przeszło trochę, ale myślę, że nie na długo :D
    maila napisałam :)

    pozdrawiam
    J.

    OdpowiedzUsuń