Noc. Autobus relacji - Istambuł - Ankara. Obok dziewczyna w chuście. W dłoni telefon ze złymi informacjami... A w głowie - panika i chęć powrotu do domu....
Przypadki sprawiły, że jestem w tym miejscu, w którym jestem obecnie.
Niekontrolowane, nagłe, czasem jednak trochę zaplanowane, ale i tak nie do końca okiełzane.
Przypadki.
Mam nieodparte wrażenie, że w moje życie to po prostu suma tych wszystkich mniejszych i większych przypadków. Poczucie to jest szczególnie silne dzisiaj - w pierwsza rocznice drugiego wyjazdu do Turcji...
W jakim miejscu znajduje się dziś?
To jest dopiero pytanie...
W miejscach, które mnie oczarowały zostawiłam kawałki swojej duszy - dlatego teraz siedząc i pisząc tą notkę czuję się w jakiś sposób pokaleczona, niespokojna i niepełna. Tęskniąc za miejscami, które na kilka dni, tygodni, miesięcy były moim domem. Wróciłabym i do Ankary, i do Stambułu. Do Żywca, do Bejrutu, i na Sardynie też...
Wiem, jednak że nie mogę - nie teraz... Stanowczo nie.
Może właśnie przez to uczucie bezsilności i niemocy chciałabym wrócić tam jeszcze bardziej?
Może ta "niespokojna dusza" to wynik nie tyle tęsknoty za miejscami, które zostawiły ślad we mnie, ale raczej strach i ucieczka przed codziennością?
Bo z taką prozą życia właśnie teraz zaczynam się zmierzać - deficyt czasu przy bogatych możliwościach, zbyt niski jak na moje stałe potrzeby stan konta, a do tego zbliżający się rok akademicki z pracą magisterską na czele...
A zapakować walizkę, nawet tą 20-sto kilkogramową na 4 miesiące, jest o wiele łatwiej niż mierzyć się z takim zwykłym - szarym życiem.
W jakim miejscu będę za rok?
Zdaje się na przypadek.
